Pomysł miał być prosty i skuteczny: zmobilizować lokalnych myśliwych do większej aktywności poprzez konkurs z nagrodami. Cel: zmniejszenie liczby dzików, które coraz częściej pojawiają się w pobliżu gospodarstw, niszczą plony i budzą niepokój mieszkańców. Tak zrodziła się inicjatywa „Najlepszego Myśliwego – Dzikarza”, ogłoszona przez Burmistrz Kołaczyc. Pomysł władz gminy szybko padł atakiem różnych środowisk. Do tego działania samorządu budzą zastrzeżenia pod kątem zgodności z prawem, o czym poinformowała nas Regionalna Izba Obrachunkowa.
Na stronie internetowej Gminy Kołaczyce z entuzjazmem ogłoszono konkurs: „To doskonała okazja, aby połączyć pasję do myślistwa z troską o naszych mieszkańców i ich uprawy (…) Serdecznie zapraszamy wszystkich członków Koła Łowieckiego „Jedność” w Kołaczycach do udziału w konkursie”. Podkreślano, że nagrody będą „atrakcyjne”, w postaci voucherów do sklepu myśliwskiego, a rywalizacja ma charakter „ekscytujący”.
Głos sprzeciwu radnego
Jednym z pierwszych, którzy publicznie wyrazili oburzenie pomysłem, był radny gminy Kołaczyce Mateusz Michalec. W swojej interpelacji zwraca uwagę na szereg nieprawidłowości: „Z kilku powodów uważam, że organizowanie konkursu przez Gminę Kołaczyce reprezentowaną przez Burmistrz Magdalenę Stasiowską było niewłaściwą decyzją, która mimo odwołania konkursu, zaszkodziła wizerunkowi gminy.” Radny podnosi również kwestię braku informacji o źródłach finansowania nagród.
– Brak wskazania środków na nagrody, oraz błąd w regulaminie opublikowanym na oficjalnej stronie gminy w postaci 'Burmistrz Miasta i Gminy Kołaczyce’, a tym bardziej promowanie tego typu konkursu jako 'ekscytującej rywalizacji’ zaszkodziło wizerunkowi gminy, która stała się przedmiotem licznych artykułów i ocen wydawanych przez różne środowiska w całej Polsce
wylicza radny gminy Kołaczyce Mateusz Michalec.
Regionalna Izba Obrachunkowa: to nie zadanie gminy
Głos zabrała również Regionalna Izba Obrachunkowa w Rzeszowie, która jasno wskazała, że zgodnie z przepisami, to starosta – nie burmistrz – może podejmować decyzje o odstrzale redukcyjnym. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, w przypadku gdy zwierzęta stanowią nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka, w tym gospodarki łowieckiej, dopuszcza się podjęcie działań mających na celu ograniczenie populacji tych zwierząt.
W myśl art 33a ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt, sejmik województwa, po zasięgnięciu opinii regionalnej rady ochrony przyrody, organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, oraz Polskiego Związku Łowieckiego, określi, w drodze uchwały, miejsce, warunki, czas i sposoby ograniczenia populacji zwierząt
informuje Mirosław Paczocha, Prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Rzeszowie.
Prezes RIO dodał, że “powołane wyżej akty prawne nie nakładają na samorząd gminny zadań z zakresu odłowu dzików wraz z ich uśmiercaniem.” – Zatem nie mogą stanowić podstawy do wydatkowania środków gminnych na ten cel – zaznacza prezes M.Paczocha.
RIO podkreśla również, że są to zadania administracji rządowej, finansowane z dotacji celowych, a nie z budżetu gminy. W orzecznictwie sądów administracyjnych dominuje pogląd, iż kompetencje starosty określone w art. 45 ust. 3 ustawy – Prawo łowieckie do wydawania decyzji o odłowie lub odstrzale redukcyjnym zwierzyny stanowią administrację z zakresu łowiectwa sprawowaną przez samorząd powiatowy. Są zadaniami z zakresu administracji rządowej, które powinny być finansowane z dotacji celowej z budżetu państwa.
„Dzikie Karpaty”: To nadużycie funkcji publicznej
Organizacje ekologiczne również nie pozostały obojętne. „Dzikie Karpaty”, znane z działań na rzecz ochrony przyrody w południowej Polsce, skrytykowały zarówno formę, jak i samą ideę konkursu. – Naszym zdaniem wykorzystywanie pełnionej funkcji publicznej do promowania swoich, w dodatku mocno kontrowersyjnych postaw (…) to nadużycie i nie powinno mieć miejsca – przekazał nam Łukasz Synowiecki z Inicjatywy “Dzikie Karpaty”. Synowiecki podkreślił, że mimo niewielkiego udziału myśliwych w społeczeństwie (około 130 tysięcy w skali całego kraju), mają oni ogromny wpływ na decyzje podejmowane przez lokalne władze. – To niestety bardzo widoczna i wpływowa grupa, często mająca kontakty w administracji publicznej czy Kościele. To niepokojące, że tak niewielka grupa narzuca swoje spojrzenie na przyrodę całemu społeczeństwu – podsumował.
Nadleśnictwo: spotkania, konsultacje
W tle całej sprawy toczy się realna debata na temat problemu dzików. Nadleśnictwo Kołaczyce potwierdza, że liczba zgłoszeń od mieszkańców rośnie. Ludzie boją się o swoje bezpieczeństwo i skarżą się na zniszczone uprawy. Nadleśniczy zorganizował spotkanie robocze z przedstawicielami gminy, koła łowieckiego oraz Polskiego Związku Łowieckiego. Jednak – jak zaznaczają leśnicy – konkurs był tylko jedną z wielu propozycji. – Koncepcja konkursu była jedną z kilku form mobilizacji myśliwych do aktywniejszego uczestnictwa w redukcji liczebności dzików, zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawa łowieckiego – przekazał nam Nadleśniczy Artur Paczkowski z Nadleśnictwa Kołaczyce.
Nadleśnictwo podkreśla, że wszelkie działania muszą być zgodne z ustawą Prawo łowieckie, a łowiectwo traktowane jest jako element ochrony środowiska.
– Działania podejmowane przez nadleśnictwo mają na celu nie tylko minimalizowanie szkód, ale też zachowanie równowagi w ekosystemie
podsumowuje Nadleśniczy Artur Paczkowski z Nadleśnictwa Kołaczyce.
Nadleśnictwo Kołaczyce będzie kontynuować współpracę z samorządem lokalnym oraz Polskim Związkiem Łowieckim w celu wypracowania długofalowych i skutecznych rozwiązań ograniczających szkody wyrządzane przez dziki, przy jednoczesnym zachowaniu zasad zrównoważonej gospodarki łowieckiej.
Pomysł na konkurs „Dzikarz Roku” miał być odpowiedzią na realne potrzeby mieszkańców. Czy spełnił swoją rolę? Opinie zainteresowanych stron wskazują na szereg wątpliwości i kontrowersji. Pewne jest jedno – temat wymaga szerszej debaty. Medialne inicjatywy problemu nie rozwiążą.
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy.





