W sobotę (12 września) jasielski Przystanek Kwiatowa na kilkanaście godzin stał się bezdyskusyjną stolicą mocnego brzmienia. Za nami kolejna edycja kultowego festiwalu Krushfest, która udowodniła, że fani ciężkiego grania to wciąż potężna i niesamowicie zżyta społeczność.
Bramy festiwalu otwarto punktualnie o 14:30, a pierwsi fani, głodni muzycznych wrażeń, natychmiast zameldowali się pod barierkami. Zapowiadana przez organizatorów „muzyczna petarda” eksplodowała już od pierwszych dźwięków. O odpowiednie rozgrzanie festiwalowiczów zadbały formacje Malchus, Iscariota oraz MonstruM, narzucając wysokie, heavymetalowe tempo i bezlitośnie weryfikując wytrzymałość nagłośnienia.
Z każdą godziną frekwencja rosła, podobnie jak temperatura pod sceną. Legenda polskiego punka, The Bill, wygenerowała gigantyczną dawkę energii, otwierając w tłumie potężne pogo. Po nich stery przejęli weterani z TSA, udowadniając, że klasyczny hard rock i heavy metal wciąż mają się świetnie. Prawdziwy ogień rozpętali z kolei gospodarze z formacji Krusher – ich żywiołowy koncert po raz kolejny potwierdził, że na własnej ziemi czują się i brzmią rewelacyjnie.

Finał wieczoru należał do gwiazdy tegorocznej edycji – grupy HUNTER. Kiedy zespół pojawił się na scenie, jasielska publiczność oszalała. Ciężkie riffy, hipnotyzujące melodie i unikalny mroczny klimat, z którego słynie zespół, zamknęły tę noc w perfekcyjny sposób.
Tegoroczny Krushfest dowiózł wszystko, co obiecywano: niesamowitą energię, bezkompromisowy line-up i klimat, którego nie da się podrobić. Jasło po raz kolejny zdało egzamin z gościnności dla fanów rocka i metalu. Kto przegapił, zdecydowanie ma czego żałować! Galerię z wydarzenia przygotował Grzegorz Nachaman.
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy.











































