Mimo intensywnej reanimacji nie udało się uratować życia 13-letniego chłopca z Harklowej. Do pomocy wezwano również śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Okoliczności jego nagłej śmierci wyjaśniają śledczy.
Zgłoszenie, które postawiło na nogi służby z regionu, wpłynęło do dyspozytorni tuż po godzinie 7. Dramat rozegrał się w jednym z domów jednorodzinnych. Rodzice 13-letniego chłopca zaniepokoili się, gdy ich syn nie wstał rano do szkoły. Po wejściu do jego pokoju odkryli, że dziecko nie daje oznak życia i natychmiast wezwali pomoc. Wieczorem nic nie wskazywało, by chłopiec źle się czuł.
Do akcji błyskawicznie zadysponowano znaczne siły ratownicze. Na miejsce skierowano Załogę Zespołu Ratownictwa Medycznego ze Szpitala Specjalistycznego w Gorlicach (podstacja w Bieczu), Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (Ratownik 10) z bazy w Sanoku, oraz strażaków z OSP KSRG Harklowa i PSP Jasło. Do zdarzenia zadysponowano też patrol policji.
Mimo szybkiego przybycia na miejsce i podjętych intensywnych czynności reanimacyjnych, życia nastolatka nie udało się uratować. Medycy musieli ostatecznie odstąpić od dalszych działań, stwierdzając zgon.
Decyzją prokuratora ciało nastolatka zostało zabezpieczone do badań. Na środę zaplanowano sekcję zwłok, która ma wskazać bezpośrednią przyczynę zgonu. Obecnie prowadzone jest postępowanie wyjaśniające. Śledczy będą weryfikować, czy do śmierci chłopca mogły przyczynić się osoby trzecie lub czy wystąpiły inne, niezależne czynniki chorobowe.
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy.




