W czwartek (19 lutego) około godziny 21:30 świadkowie wezwali służby ratunkowe do mężczyzny, który nie dawał oznak życia na parkingu przy ulicy Metzgera.
Pogotowie ratunkowe powiadomiło małżeństwo, które przejeżdżało ulicą i zauważyło mężczyznę, który leżał obok samochodu. Od razu wezwali służby i rozpoczęli reanimację 48-latka. Przybyły na miejsce zespół ratownictwa medycznego walczył o życie mężczyzny, przewieziono go do szpitala, ale pomimo wysiłków ratowników i lekarzy nie udało się go uratować.
Na miejsce zdarzenia została wezwana również policja i prokurator. – Wykonano oględziny miejsca zdarzenia – przekazał nam podkomisarz Daniel Lelko, Oficer Prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jaśle. Zmarły był mieszkańcem województwa Małopolskiego. W sprawie śmierci mężczyzny zostało wszczęte postępowanie z paragrafu 155 Kodeksu Karnego dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci. Z informacji do jakich dotarliśmy wynika jednak, że do śmierci mężczyzny nie przyczyniły się inne osoby.
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy.





A gdyby tak były powszechniejsze defibrylatory, może nie doszłoby do tragedii
i każdy woziłby go podpięty do siebie?
Człowieku… Przecież takie defibrylatory są zamontowane w konkretnych miejscach, jak dworce, urzędy, banki, supermarkety. Dzwonisz na 112, mówisz jaka sprawa i gdzie jesteś i dyspozytor mówi ci, gdzie jest najbliższy defibrylator wraz z kodem dostępu do niego.
zanim zadzwonisz na 112 i dowiesz sie gdzie jest taki defibrylator, zanim dojdziesz do niego i wrocisz z nim, a potem zanim go uzyjesz – nie mowiac juz, ze nie wiadomo ile typ lezy juz to mozesz mu co najzwyzej dolek wykopac